Tchórz; narzeczony i widoki z Tevresho. Czyli Tragi-Tevresho-Komedia Akt 2

Tragi-Tevresho-Komedia Akt 2

13833497_499534666920196_815362020_o

Czyli kontynuacja konnych gonitw a’la Wielka Pardubicka w Tevresho (tyle, że bez jeźdźców). Na początek krótkie wprowadzenie na temat „co?, gdzie?, kto? i jak?”.  Jeśli dotrwaliście do końca postu o zmaganiach dnia wczorajszego (czyli Tragi-Tevresho-Komedia. Akt 1 “Cyrk na łące”) to wiecie już, że Chuliganka, z Kasia-Msisiarą, Otiko i psem Bebito wybrali się do pobliskiej osady pasterskiej Tevresho (mapa), aby znaleźć pozostałe konie z rodzinnego stada: Coriye i Snow. Plany były piękne i optymistyczne, szybko zostały jednak zweryfikowane, przez grono ciekawskich ogierów. Nasza klacz Jamala, stała się celem zmasowanych zalotów… z jednej strony wcale nas to nie dziwi, Jamala-Kochanie to śliczna panna, z drugiej mogliśmy się przekonać na własnych nogach!, że pilnowanie jej dziewictwa przed grupą szczęśliwych i rozochoconych majowo ogierów to nie lada szaleństwo.

13838152_499535196920143_918607183_o

Dlatego nowy plan brzmiał następujaco: jeszcze wieczorem Kasia-Pastuszka (powyżej) wraca do Ghebi, po posiłki w osobach Ivane i Vasiko. Kiedy Kasia wróciła do domu i jak zawsze łamanym rosyjsko-polskim (jej znajomość gruzińskiego była jeszcze kiepściutka) wyjaśniła, że Chuliganka zgotowała im koński cyrk i bezwzględnie potrzebują pomocy, żeby złapać Coriye. Całe szczęście, że Marika całkiem nieźle już radzi sobie z językiem polskim. Vasiko spakował plecak z jedzeniem i od razu ruszył do Tevresho. Reszta ekipy miała dojść następnego dnia rano. 

20160508_110150

Nazajutrz, najmłodszy Rostoma był pierwszy gotowy do wyjścia; kurtka, czapka i buty od nart biegowych… (jedyne jego zimowo-wiosenne buty, dla mnie to kolejne brutalne zderzenie z rzeczywistą biedą rodziny).

– nie chce zostać w domu, będę wam pomagać i ja też chce zobaczyć Snow!. wykrzykuje 10-latek.  No dobrze, przynajmniej chłopak też się  wybiega. 

20160508_111202

Droga minęła nam jak z bicza strzelił, zwłaszcza że Ivane nie mógł się doczekać aż dosiądzie konia i niemalże frunął. W Tevresho, od razu skierowaliśmy się do zagrody Mishy, gdzie stały 3 konie. Jedno podejście nieudane, za drugim, Iva już zakłada jakiemuś kasztankowi ogłowie i… i tyleśmy go widzieli. Pognał w górę szukać Vasiko i Otiko. Nauczeni doświadczeniem zostawiliśmy Jamalę bezpiecznie schowaną w ogrodzie, żeby uniknąć niespodziewanych szaleństw ze strony ogierów i spokojnie rozejrzeć się po okolicy. Iva jak tylko znalazł Coriyę, poprosił żeby z nim współpracować i został na łące przy domu Niny. Reszta, czyli Vasiko, Oto, Rostoma, Chuliganka, Kasia i Bebe poszła szukać Snow i podziwiać widoki Tevresho. W takim towarzystwie, nawet bez Jamali, będzie się działo…

20160508_110313

Chuliganka na wstępie podzieliła się swoimi przemyśleniami z poprzedniego wieczoru:

– Trochę się możesz złościć, ale wiesz to wszystko ma ręce i nogi i wczoraj jak już chłopcy zasnęli to wszystko przemyślałam. I widzisz, bo…

I tak dowiedziałam się, że Kekula- ogier którego jeszcze wczoraj z uporem maniaka i zabójczą determinacją odganialiśmy od Jamali jest, w sumie idealnym kandydatem na tatusia przyszłych dzieci Jamali. Dlatego, zamiast stresować się pilnowaniem Jamali przez kolejne 2-3 tyg, kiedy będzie grzała po prostu puścimy ich razem w kanashi (ogród przy domu). Czyli nie trzeba było tak ganiać…?! Ah te pomysły chuliganki! Cóż… kobieta zmienną jest, zwłaszcza w towarzystwie pięknego ogiera.  

20160508_122622

Pod naszą nieobecność Ivane bez skutku próbował dosiąść Coriyi (obaj na zdjęciu powyżej). Ivie, który ma niesamowity dar do koni i zwierząt takie trudności zdarzają się rzadko. Widać Coriya wymaga czasu, cierpliwości i może także wytrzebienia, ale o tym nasz kowboj nie chce nawet słyszeć.  

Wracamy do domku Niny, Coriya stoi przy płocie, więc Iva jest zapewne w środku. Jednak nie, bo drzwi są zamknięte. Dziwne…

– Halo halo kto ma klucz? – wołam do nadciągającej brygady

– No jak to kto? Iva przecież, Coriya stoi to musi być w środku!- woła Chuliganka

– Nie ma go, a tu zamknięte… – I już czuję, że nasz Cwaniak-Ivane postanowił się z nami zabawić w chowanego… Oczywiście! Małe boseli (domek dla zwierząt)! – Przechodzi mi przez myśl, gdy:

– uh hu ha! – Iva wyskakuje  zza drewnianych drzwi, szczerząc zęby w uśmiechu. Domowy dowcipniś, widać, że kilka godzin z końmi dało mu energetycznego kopa i dobry nastrój.

Po chwili każdy znajduje sobie jakieś zajęcie.

– Kasia chodź do Jamali, zobacz jak się tarza- woła Chuliganka. Wsiadłabym na nią ale noga mi jeszcze nawala (nieszczęśliwie na dzień przed wylotem do Gruzji trafiła na kierowcę-wariata w Warszawie, który potracił ją na pasach i zielonym świetle), to ty wsiadaj!- widać, że już pali się do jakiejś akcji…

– No dobra, ale lepiej żebyś wiedziała że nigdy na koniu nie jeździłam. Wiec mi musisz mówić co i jak. 

– Coś ty? haha dobry żart! Dobra wskakuj, nic Ci nie będzie, no chyba, a że masz okres ( jak zwykle kipi z niej cynizm)… bo są tacy co myślą, że podczas okresu to nie można. Jak moja siostra na przykład, ale ona mówi też, że nie pija wody ze strumienia bo to z siuśkami kozic…hahah

– Z okresu już mi nic nie zostało po tym jak mnie przegoniłaś z końmi na łąkach, a strumień wolę taki z kupą niedźwiedzia, no nie Jamala?  Tylko błagam! trzymaj ją i mów jak się steruje- z obłędem w oczach wysiedziałam 2 kółka po polu, skręcałam jak pierwszej klasy debilo- wodze w prawo, a nogę do lewego boku, może mi się wydawało, że to jakiś skomplikowany pojazd. Chuliganka, szybko ustawiła mnie do pionu:

– Boże co ty robisz? Dociskaj kolana, nie siedź jak worek ziemniaków! Pracuj, pracuj nogami! zaciśnij pośladki! podnieś tyłek-opuść tyłek, dosiądź głęboko i pewnie (o matko kochana! krzyczę w myślach- chwila gdzie moja noga  a gdzie tyłek) i już jeszcze jedno kółeczko. Ty naprawdę nie jeździłaś konno!- stwierdza fakt choć nieco nie dowierza, że tak odważnie zapuściłam się między koniarzy bez żadnego stażu.

– Dobra, to będziesz się uczyć na Jamali. Jest idealna, prawda Kochanie? – drugą część zdanie Chuliganka kieruje już do Jamali, która niekoniecznie ma ochotę słuchać moich nieskoordynowanych poleceń i chodzi za swoją panią jak cielak i to bez uwiązu. Nie ma się co dziwić, nie dość że Chuliganka od małego ją szkoliła, to zwykle chodziła z kieszeniami pełnych kwaśnych cukierków, które Jamala szybko polubiła. A na dodatek, kiedy chodziła z nią jako małym źrebakiem po górach, w ramach treningu wysokogórskiego (w naszej rodzinie niezbędny), to utrzymała Jamalę, gdy ta zsunęła się z wąskiego traversu. A takich chwil nikt nie zapomina, nawet zwierzę. Kochają się na zabój te dwie charakterne france. 

11045403_362008570672807_8524452973796036026_o.jpg

Od strony domku dobiegły nas śmiechy chłopców:

– Kasia tolko nela nela… Rato? Kasia- Msisiara! (Czemu Kasia jeździ tak wolno? Kasia-tchórz?) – Ivane i Otiko nie mogą się nadziwić, dlaczego Kasia tak wolno jeździ. Chyba myśleli, że ona taka sama koniara jak Chuliganka…

– Wiesz, tutaj jak ktoś nie jeździ konno to nie siada na konia, więc oni myślą że jeździsz, ale jesteś strasznie słaba i masz cykora… hahah. Poduczysz się albo palniesz jakąś nową gafę i im przejdzie. 

Droga powrotna do domu minęła nam spokojnie. Najpierw ja na Jamali, póżniej Rostoma. Otiko był prowadzony na Coryi przez Ivane (pod bagażem i przy prowadzeniu, Coriya jest zupełnie spokojny). 

cropped-20160508_1303492.jpg– Kasia ty możesz tylko na Jamali jeździć, na Coriyi nie, bo to wera (nie dasz rady, to niewykonalne) i Msisiara. Kasia-Msisiara (Kasia-Tchórz) – Ivane powtarza, zadowolony z nowego przezwiska, wiedząc, że jeszcze przyda się jako karta przetargowa…