Kto tu rządzi? – Ja, Ja-ma-la!

20161020_125245

Jamala ma dwie słabości- Cukierki i fochy. W kantarze róż lub w bordo, kręci swoją zgrabną mordą. Za nią kłusują łańcuszkiem chłopaki i z pokorą znoszą wszystkie kąsy i kopniaki. Posłuchajcie o księżniczce z kitą do ziemi, co z brzydkiego kaczątka nazywanego przez większość viri (osioł) wyrosła na urodziwą przodowniczkę stada. Tak naprawdę Jamala wcale nie jest fanką spacerów, ale jak chłopaki też idą to nie może być gorsza. A jak czasem za nimi pobiegnie, to jest święto lasu. Bieganie za nicponiami jej nie kręci, ale niech tylko który spróbuje sobie bez niej na pragulki (spacery) chodzić! Zaraz zaczyna narzekać, tupać i pomrukiwać. Sama też nigdzie nie pójdzie, stoi za drzwiami i nawet tym swoim kopytkiem nie zamiesza. Ona ma być pierwsza i najważniejsza. I do buziaków i do smakołyków i do wchodzenia do domu. Nowy domek był ostatnio tak posprzątany i pozamiatany, że Jamala jak zaszła na korytarz to aż drogi do box nie poznała i się dziewczyna z powrotem wróciła.

16107717_574447302762265_590522405_o15776261_566868483520147_2061717535_o

Raz zaszliśmy z Coriya do wodopoju, Snow spokojnie podchodzi. Jak to Jamala zobaczyła… Ogonem się zamachnęła i ruszyła z każdego kopyta. Bez hamulców i pardonu wleciała prosto w strumień, Snow dostał kąsa i kuksańca, Coriya mimo, że sam jej z drogi schodził i tak dostał rykoszetem. Stanęła panna centralnie, rozepchała panów tyłkiem i pije. Zazdrosne to i zżarte jak mało kto, za skórki od mandarynek jest w stanie wszystkie inne stworzenia odgonić, 2- czy 4-nożne- nie robi różnicy. Zębiska szczerzy i wije się jak piskorz, skanując nosem wszystkie kieszenie i zakamarki. 16129912_574446529429009_80292541_o

Do tego zegarek w dupie ma skubana. 17.30 wybija, czas do domu i u drzwi twoich stoję Panie. Wcale nieprawda, że tylko krowy same do boseli przychodzą. Nasze konie same biegną, nawet ‚kto pierwszy ten lepszy’ sobie urządzają. Kiedy wracamy z wypasu na górce, to najlepiej im to wychodzi. Bieganie za końmi po górach to ostatnio nowe hobby Msisiary. Meta jest przy stajni, prowadzi zawsze Jamalą, bo Coriya zamiast się ścigać woli sobie po drodze podskakiwać. Nogi wyrzuca to w prawo to w lewo, a głowa kiwa mu się jak na sznurku. I dziś, Jamala jak pod drzwi podeszła, to ani jej się śniło poskubać jeszcze chwilę trawę w ogrodzie. Stoi to przy drzwiach jak viri (osioł), stoi i tylko czoło o ścianę opiera, i od czochrańców odwraca, i oczami przewraca, że się komuś zegarek spóźnia. Bo ona ma juz porę kolacji! I żadne żarty, pieszczoty i łakocie jej od tych drzwi nie odciągną, bo łeb na ścianie i… nadal u drzwi twoich stoję Panie.

11045403_362008570672807_8524452973796036026_o.jpg

A takie z niej było małe viri…

Reklamy

Bob budowniczy

Po deszczu przychodzi słońce, a po demolce możemy się brać za budowę. No to wio.

_DSC6016.jpg

Przodownikiem budowy był, jest i będzie jeden Bob, a właściwie Bobinka. Ghebinka-Bobinka 😉 To, że trafiają nam się chłopy na schwał i pomocnicy nie od parady, że potrafią drzwi w skrzydła zamieniać, to już nasze szczęście. Czy drzwiami skrzydeł dodawać… w burzy tylu trocin już się wszystko miesza. Jedno jest pewne, gdzie dobry kierownik budowy tam i warsztat i pomocnicy się znajdą.

Chuliganka, jak już kiedyś wspomniano, ma zawsze rację. A jak nie to patrz punkt 1., bo jej racja jest zawsze najmojsza (albo poczytaj sobie tutaj). I ma rację, że jest od konkretnej roboty. Kiedy na horyzoncie robi się cicho i nikt nie rozbija się po kątach z szalonymi pomysłami to znaczy, że te pomysły już realizuje. Powstaje stołek, wieszak, piec, lampa, stajnia, kto ją tam wie. Most pewnie też niedługo zbuduje. Przy narzędziach nawet telefon traci miejscówkę przy kontakcie, bo baterie do wiertarki i szlifierki muszą się pierwsze naszamać. Do tego, tak się świetnie składa, że prawdziwe Chuliganki potrafią być piekielnie utalentowane:

w gotowaniu, rąbaniu, rojbrowaniu, BUDOWANIU, przeklinaniu, przekonywaniu, hajcowaniu, leczeniu, wspieraniu, winobraniu, kombinowaniu, demolowaniu, koniowaniu, uczeniu i kochaniu, a i jeszcze na dupie zjeżdżaniu…

Człowiek orkiestra to mało, temu skautu to już miejsca na rękawie na naszywki nie chwata. Nie ma się co dziwić, że jak trzeba to i coś z niczego umie zrobić. A dzięki temu i konisie mają już praaaawie gotowe piękne lokum na mroźne dni i chłopcy mają piecyk w pokoju i początki obycia ze sprzętem i Marika ma uroczo wystrojoną kuchnię… Tutaj trzeba przyznać, że Chuliganka  (tym razem) nie dałaby rady bez takich dwóch co spadli nam kiedyś z nieba, bo ich wielka niedźwiedzica wystraszyła. I dobrze, że spadli, i do Ghebi wpadli, bo takiego zapału i takiego tempa pracy jak przy nich to Racha chyba jeszcze nie widziała*. Warsztat był wszędzie, na balkonie i na podwórku, w kuchni i w sypialni, od świtu do nocy. I były chęci, szczere i jasne jak błysk wpatrzonych w ekipę budowniczych 4 par oczu.

Na szczęście tutaj budować można wiele. Płotów, stajni i wspaniałych relacji…bo życie tarczą szlifierki się toczy.