Zielono nam!

Po kilku dniach przestoju, zwolnienia tempa pracy i małego spadku zaangażowania, nadszedł ważny dzień. Dzień odbudowy nadziei i ożywienia ducha działania.

DSC_0190.JPG

To dzień pierwszych zbiorów w Chialashi. Lobio (fasola) dojrzewa na potęgę, co cieszy nie tylko oko, ale i nasze żołądki. Pierwszą, tegoroczną fasolę z małego ogródka (bostani) już skonsumowaliśmy, ale ten zbiór z Chialashi ma całkowicie inny wymiar. Zebrane pierwsze 6 kg fasoli, to nagroda i  uznanie dla dzieciaków za ich wytrwałość i zaangażowanie w odzyskanie i zagospodarowanie ponad hektara ziemi. Ziemi, od 10 lat leżącej odłogiem. Radość podwójna, bo część zebranego lobio już pakuje się w słoiki na zimę. – Hurra! W tym roku będziemy jeść zimą też lobio, a nie tylko kartoszki i puri !!! (ziemniaki z chlebem) –  wykrzykują najmłodsi.

DSC_0187.JPG

Pierwszy błysk w oku pojawił się na widok pierwszego plonu, bo nikt nie dowierzał że tyle tego będzie. Drugi błysk rozświetlił wielki garnek kipiącej, zielonej fasoli. W naszą młodzież wstąpił nowy duch. Nawet najstarszy „zarmatsi” (leń) – Vasiko wziął się do roboty. Od śniadania jak zacięty rąbał drzewo. Wióry leciały, a dźwięk piły łańcuchowej i topora brzmiały dzisiaj jak najpiękniejsza melodia.  A do tego wszystkiego- rozśpiewany w pracy Vaso, niebywałe!!!!!!!!

Od kilku dni znów dręczą nas deszcze, a przez to ograniczone możliwości pracy. Na szczęście i dzięki Szefowi zdążyliśmy wykonać plan. Teraz na polu walki pozostała już tylko Marika. Jak na dobrego dowódcę przystało z pola bitwy schodzi ostatnia, teraz pilnuje pieca, na którym kipi mus jabłkowy, słoiki z kompotem śliwkowym, zielone tkemali i ogromny garnek zielonego lobio.

„Siła perswazji i wewnętrzny urok osobisty” Chuliganki (teraz nazywanej Suleli= ta, co straciła rozum, szaleniec) spowodował, że Marika zasmakowawszy zielonego, niesamowicie wyrazistego sosu, postanowiła ugotować dodatkowe kilka butelek. Dotychczas w domu nad mzave cxali królowało tylko czerwone tkemali, czyli gruziński sos z dojrzałych czerwonych i fioletowych śliwek-mirabelek. Rok temu w Kutaisi, u drugiej rodziny, nad którą sprawujemy „opiekę”, Chuliganka spróbowała zielonego tkemali, i ten właśnie smak przywlokła teraz do Ghebi.

Dzisiaj nasz dom pachnie na zielono: tkemali i lobio. A wszystko okraszone sercem Mariki i radością dzieci- smakuje najlepiej!

DSC_0155.JPG

śliwki „kompotowe”

DSC_0156.JPG

mirabelki na zielone tkemali, a poniżej zaczarowany, pełen niebywałego aromatu sos:

DSC_0169.JPG

 

 

Od rana w ogrodzie

Jest czas wakacji i do wioski przyjechało sporo tzw. daczników: dzieci i młodzież, które wypoczywają u rodziny. Szwendają się bez celu po wiosce, przesiadują na ławkach, spędzają czas na niekończących się rozmowach, zażywają kąpieli w Rioni. Jednak dla mieszkańców Ghebi trwa drugi gorący okres prac polowych. Dla niech nie ma czasu na taki letni wypoczynek. I serce mi się kroi gdy patrzę w oczy „naszych dzieci”, które chętnie oddałyby się słodkiemu lenistwu i „pagulały” to tu, to tam z kolegami. Ten dysonans, nasilona nierównowaga dziecięcych realiów wakacyjnych, mocno wpływa na nastroje chłopców. Są przez to momenty, gdy nasza współpraca idzie jak po grudzie, ale są dni, gdy bez przekonywania chłopcy wychodzą z inicjatywą:

  • Jutro wstaniemy dużo wcześniej zrobimy to i to, a później wolne. – proponują z pytająco-proszącym wzrokiem. Przez tak ustalany plan,  wstępuje w nich super moc i zamieniają się w strongmenów, nieważne jak ciężką pracę trzeba wykonać. Jak dotąd nie usłyszałam ani jednego słowa buntu w stylu – przecież są wakacje . Oni doskonale wiedzą, że bez nich to gospodarstwo nie ma szans na utrzymanie, a oni na dom, nie wspominając o rozwoju. Największym szczęściem dla nas, jest usłyszeć ich chęci na prostą wizję najbliższej przyszłości i dostrzec w tym kiełkującą zaradność:

  • jesienią powiększymy zaorany teren o metr z jednej strony, o metr z drugiej … o patrz Chuliganka, ile marchewki na wiosnę będzie można posadzić! – na myśl o chrupiącej marchwi * pojawia się błysk w oczach Otiko ,

  • o nie ! Jeden pas ziemi dla marchewki, a jeden dla buraków – wtrąca Iva.

I nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że przecież to więcej pracy, więcej odchwaszczania, więcej okopywania…

Szczęśliwi, że rzeka Rioni nie zniszczyła naszego nowego Chialashi (ogród), aka ‚Rancho’ wszyscy jak jeden mąż od rana (zgodnie z umową z dnia poprzedniego) zabieramy się do pracy przy okopywaniu ziemniaków. Fasola (lobio) też pięknie wschodzi 🙂 

13833505_499446283595701_1496291060_o.jpg

Razem mamy szansę skończyć przed największym słońcem! A że praca pali się w rękach okopywanie ziemniaków zajęło 1,5 godziny i natychmiast chłopcy wpadają z impetem w fragment nieużytku w części „fasolowej” i usuwają część uciążliwych chwastów.

  • tutaj koniecznie trzeba dosadzić fasolę na „zielone lobio**”, szkoda ziemi i naszej wcześniejszej pracy – zarządza Otiko. Decyzja przyjęta jednogłośnie, któż by się sprzeciwił, przecież wszyscy za tym przepadają.

Posłannik – Rostoma wyrusza do domu, by ściągnąć Marikę do Rancho pod pretekstem przyniesienia kawy. To tu, po obejrzeniu  efektów dzisiejszej pracy, dowie się o najnowszych pomysłach ogrodowych:

  • Dediko (mamusiu)!! koniecznie zamów na jutro nasiona małej fasoli z bazaru w Oni. Koniecznie !!! – krzyczy Otiko z dumą do zaskoczonej ekspresowym tempem pracy, Marice .

13705046_496165020590494_1157379116_n.jpg

Koniec pracy – czas wolny do wieczora. Plan został wykonany w 150%,  wszyscy dumni i szczęśliwi wracamy do domu.

  • Otiko uwielbia marchew, Ivane barszcz, niestety ku mojemu przerażeniu odkryłam, że dzieci mają ogromne deficyty wartościowych warzyw, a tym bardziej owoców. Między innymi dlatego powstało „rancho” – dzieło to, w pierwszej kolejności ma zabezpieczyć rodzinę, by już nigdy nie głodowała ale również ma być zapleczem dla inicjatywy turystycznej.

** Zielone Lobio to potrawa ze strąków zielonej fasolki. Zobacz przepis