Od rana w ogrodzie

Jest czas wakacji i do wioski przyjechało sporo tzw. daczników: dzieci i młodzież, które wypoczywają u rodziny. Szwendają się bez celu po wiosce, przesiadują na ławkach, spędzają czas na niekończących się rozmowach, zażywają kąpieli w Rioni. Jednak dla mieszkańców Ghebi trwa drugi gorący okres prac polowych. Dla niech nie ma czasu na taki letni wypoczynek. I serce mi się kroi gdy patrzę w oczy „naszych dzieci”, które chętnie oddałyby się słodkiemu lenistwu i „pagulały” to tu, to tam z kolegami. Ten dysonans, nasilona nierównowaga dziecięcych realiów wakacyjnych, mocno wpływa na nastroje chłopców. Są przez to momenty, gdy nasza współpraca idzie jak po grudzie, ale są dni, gdy bez przekonywania chłopcy wychodzą z inicjatywą:

  • Jutro wstaniemy dużo wcześniej zrobimy to i to, a później wolne. – proponują z pytająco-proszącym wzrokiem. Przez tak ustalany plan,  wstępuje w nich super moc i zamieniają się w strongmenów, nieważne jak ciężką pracę trzeba wykonać. Jak dotąd nie usłyszałam ani jednego słowa buntu w stylu – przecież są wakacje . Oni doskonale wiedzą, że bez nich to gospodarstwo nie ma szans na utrzymanie, a oni na dom, nie wspominając o rozwoju. Największym szczęściem dla nas, jest usłyszeć ich chęci na prostą wizję najbliższej przyszłości i dostrzec w tym kiełkującą zaradność:

  • jesienią powiększymy zaorany teren o metr z jednej strony, o metr z drugiej … o patrz Chuliganka, ile marchewki na wiosnę będzie można posadzić! – na myśl o chrupiącej marchwi * pojawia się błysk w oczach Otiko ,

  • o nie ! Jeden pas ziemi dla marchewki, a jeden dla buraków – wtrąca Iva.

I nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że przecież to więcej pracy, więcej odchwaszczania, więcej okopywania…

Szczęśliwi, że rzeka Rioni nie zniszczyła naszego nowego Chialashi (ogród), aka ‚Rancho’ wszyscy jak jeden mąż od rana (zgodnie z umową z dnia poprzedniego) zabieramy się do pracy przy okopywaniu ziemniaków. Fasola (lobio) też pięknie wschodzi 🙂 

13833505_499446283595701_1496291060_o.jpg

Razem mamy szansę skończyć przed największym słońcem! A że praca pali się w rękach okopywanie ziemniaków zajęło 1,5 godziny i natychmiast chłopcy wpadają z impetem w fragment nieużytku w części „fasolowej” i usuwają część uciążliwych chwastów.

  • tutaj koniecznie trzeba dosadzić fasolę na „zielone lobio**”, szkoda ziemi i naszej wcześniejszej pracy – zarządza Otiko. Decyzja przyjęta jednogłośnie, któż by się sprzeciwił, przecież wszyscy za tym przepadają.

Posłannik – Rostoma wyrusza do domu, by ściągnąć Marikę do Rancho pod pretekstem przyniesienia kawy. To tu, po obejrzeniu  efektów dzisiejszej pracy, dowie się o najnowszych pomysłach ogrodowych:

  • Dediko (mamusiu)!! koniecznie zamów na jutro nasiona małej fasoli z bazaru w Oni. Koniecznie !!! – krzyczy Otiko z dumą do zaskoczonej ekspresowym tempem pracy, Marice .

13705046_496165020590494_1157379116_n.jpg

Koniec pracy – czas wolny do wieczora. Plan został wykonany w 150%,  wszyscy dumni i szczęśliwi wracamy do domu.

  • Otiko uwielbia marchew, Ivane barszcz, niestety ku mojemu przerażeniu odkryłam, że dzieci mają ogromne deficyty wartościowych warzyw, a tym bardziej owoców. Między innymi dlatego powstało „rancho” – dzieło to, w pierwszej kolejności ma zabezpieczyć rodzinę, by już nigdy nie głodowała ale również ma być zapleczem dla inicjatywy turystycznej.

** Zielone Lobio to potrawa ze strąków zielonej fasolki. Zobacz przepis

Hej ho, do lasu by się szło!

Maj rozkwita powoli w pierwszych promieniach słońca. To zapowiedź jednego z najwdzięczniejszych momentów w dolinie Ghebi. Soczysta zieleń wchodzi w kontrast z głębokim błękitnem nieba, na którym popołudniami prezentuje się spektakl: „Wariacje chmurne”. Woda w strumieniach nabiera sił i charakteru, układając nowe wersje naszych ulubionych jacuzzi. Maj pachnie jeszcze nieśmiało zapowiedzią bogactwa późniejszej wiosny i czuć w nim pęd do działania. Niepohamowaną chęć rozwoju. Czujemy to na własnej skórze…

Wyszło słońce. To znaczy ze bierzemy się do roboty. Zrobić przydałoby się niemal wszystko, ale trzeba mierzyć siły na zamiary i dzialać z glową. Mamy teren, mamy zwierzęta, trzeba to dobrze zagospodarować, żeby nie marniało i przynosiło jak najwięcej jedzenia i pożytku.  Dlatego priorytetem są: PŁOTY. Jeśli będą płoty, jesteśmy w stanie zapanować nad zwierzętami i zadbać o ogrody warzywne. Żeby stawiać płot potrzeba nam drzewa, drzewo trzeba: 1 ściąć, 2 przytachać. Dlatego, hej ho hej ho, do lasu by się szło!

13951027_504231863117143_1779582619_o

Ścinka drzew w Ghebi nie jest regulowana, a ludzie po prostu wiedzą, z których obszarów można wycinać. Materiału jest tu pod dostatkiem… dochodzimy do rozległego lasku olchowego (ulubione drzewo Chuliganki). Żeby usprawnić działania i zapobiec kłótni szybko dzielimy się na grupy:
1. Brygada topor (=siekierka): Iva, Oto i Msisiara
2. Brygada drużba (piła łańcuchowa): Vaso, Toto i Chuliganka.

Drużbowcy szukają odpowiednich drzew do ścięcia, Toporowcy czyszczą z gałęzi ścięte drzewa i układają na kupki. Mimo upału praca po prostu pali się w rękach, Vaso rozkręca sie jak Diesel, Chuliganka znajduje co coraz bardziej idealne drzewa, nastrój podbudowuje wspólną motywację, Msisiara chce się koniecznie nauczyć czyścić pnie toporem. Tylko słońce mocno przypieka, a mali chłopcy mogą szybko dostać udaru, więc Msisiara uruchamia swoją ulubioną magiczną chustę z Indii*, która moczona w rzece i wiązana na głowie w stylu beduińskim przynosi chłopcom duża ulgę.

W pewnym momencie Iva wkłada ciemne okulary, zarzuca kurtkę – vai me! tak żarko! (o matko! taki upał!) i mówi, że musi iść po czym znika z toporem. Zdziwieni i wkurzeni Oto i Msisiara dołączają więc do ekipy Drużbowców. Bez toporu też damy radę! Większe drzewo jest już pocięte, można je uprzątnąć i poukładać. A poza tym jesteśmy na uroczej polance, która idealnie nadaje się na małpie szaleństwa- Oto zaczyna skakać po gałęziach, po chwili Msisiara pomyka za nim sprawiając, że duże oczy Rostomy otwierają się jeszcze szerzej… to kobiety chodzą po drzewach?!

13978324_504231749783821_451818256_o

Wkrótce wyjaśnia się zniknięcie cwaniaka Ivy; nie miał wcale buntowniczego lenia tylko poszedł naostrzyć topor (Msisiara trochę stępiła- musi się jeszcze nauczyć omijać kamienie…) i dociera do nas. Nastroje od razu idą w górę, runda konfietów (cukierków) dla wszystkich! W wesołym rozgardiaszu planujemy co jeszcze dziś możemy zrobić, kiedy nagle spomiędzy drzew wychodzi ociekający wodą Otiko… RAJO?!?!? (Co jest?)

20160509_160019

[…] Polsko-gruzińsko-rosyjskie wyjaśnienia i sprawa jasna. Oto spadł do rzeki z gałęzi kiedy próbował napełnić butelkę wodą, butelka popłynęła już do Kutaisi, a my mamy teraz mokrego Otiko. Kurtka Msisiary nadaje się idealnie jako spódniczka, buty na nogi i jakiś sweter, Oto z Rostomą posiedzą przy suszących się rzeczach w reszta może pracować, no Msisiara na boso będzie tylko wypasać Jamalę. I tak mija nam pierwszy, majowy dzień pracy w lesie…

Wynik dnia:

  • pałki olchowe na zabor (płot) = 100
  • pnie olchowe na podłogę do boseli (domek dla zwierząt) = 43
  • mokre dzieci = 1
  • rzeczy ukradzione przez krowy = 2 (susząca się koszulka i ręcznik)**
  • konfiety = 0

13978093_504231099783886_1516878446_o

* Chusta jest magiczna, bo można nadaję się do wszystkiego. Jako ręcznik, prześcieradło, czapka, szal, spódnica, pewnie także pielucha, a do tego jest różowa, milutka i ładna.

** Kradnące krowy w Ghebi to nie ewenement! W ten sposób chuliganka pozbyła się swoich ulubionych czerwonych trusów (majtek) na jacuzzi