fototapeta i bryczesy

_mg_1661

Nie ma ludzi bez problemów i każdy ma swoje mniejsze lub większe jazdy. Jak się okazało, nie tylko Chuliganka. Choć ta bije wszystkich o głowę.

Ewa ma wieczny kłopot ze światłem:

– nie mam światła!, prześwietlone!, za ciemno, to światło jest nieodpowiednie, no nic nie poradzę bez światła…

DSC_0144.JPG

Oxra xushi i fototapety: Są widoki, które zapierają dech w piersi (nie tylko mojej, choć już trochę znam tę okolicę), Piotrek jednak reagował za każdym razem w ten sam sposób:

– dlaczego te Gruziny znowu rozwiesiły nową fototapetę, no paczaj ile to papieru i farby trzeba! …a nocą niebo jaśniało mu milionami ledów. No cóż można i tak ale z jego uśmiechu i twarzy zawsze można było wyczytać: jest mi tu zajebiście i nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

_MG_2089.jpg

Nadmiar świeżego powietrza, rozrzedzające się z każdym pokonywanym w górę kilometrem robił swoje. Humor się wyostrzał, żarty stawały się coraz bardziej zwariowane i wyrafinowane, ale nikogo te odmienne stany świadomości nie dziwiły i tym bardziej nie bulwersowały. Wszyscy byliśmy pod tym samym narkotycznym wpływem rozciągających się obrazów, temperatury kolorów, powietrza pachnącego słodką dzikością i promieni słońca palących naszą skórę i wysuszających oczy. Bo każdy z nas oszczędzał fizjologiczne mrużenie oczu i zamykanie powiek by z widoków stracić jak najmniej.

– eh nawet Kossak nie namalowałby tego tak pięknie…

Czy można oddać w obrazie muzykę graną wiatrem na strunach kołyszących się traw, niczym fale niesione na białych wypalonych słońcem źdźbłach?

Wariacje dywanów wiecznie zielonych rododendronów i roślinności przesyconej kolorami jesieni, gdzie czerwień i złoto liści wydaje się aż nierealna. A w powietrzu miesza się zapach ostatniego oddechu jesieni i rozpalonej jeszcze słońcem ziemi z mroźnym powiewem witających już zimę lodowców i okrytych miękkim puchem strzelistych szczytów.

W takich okolicznościach nie ma znaczenia już zagubiony gdzieś po drodze namiot dla Oxra xushi, bo być może to jeden z najlepszych przypadków ostatnich dni. Myślę, ba jestem pewna, że tę noc Piotrek będzie wspominać jeszcze bardzo długo, a być może i przekaże ją swoim potomnym. No cóż ciepła noc pod rozgwieżdżonym niebem przy ognisku latem , to dla wielu nic nadzwyczajnego ale 6 października na wysokości 2500m.np.m. to już już zakrawa na fenomen. Powiem szczerze, Oxra xushi – zazdroszczę Ci, i nie jesteś moim kumplem, bo się nie podzieliłeś, ja musiałam niestety pocić się w namiocie. No cóż nie dziwi mnie jednak twoja zachłanność na doznania. Towarzystwo w nocy miał nasz Piotrek doborowe: Bebe, która z każdym przygasaniem ogniska wylizywała namiętnie jego twarz; Shamila – ogier, szukających miłosnych wrażeń z naszymi klaczami i w odpowiedzi zbierający coraz to bardziej siarczyste strzały z zada naprzemiennie od Jamali i Oboli. 

_MG_1772.jpg

Jednego jednak Oxra xushi nie doczekał się – wilków. Gdy rano zapytany,

– byli wilcy? Z pewną dozą rozżalenia i nutką niespełniania odpowiedział:

– niestety nie, nikt nie przyszedł.  

– Nie martw się kiedyś jeszcze to powtórzymy, tylko w takim stadzie sulelebi po co ci jeszcze wilcy? Czy nie wystarczające było zderzenie samolotu z wielkim wozem i rozwalona przednia ośka ? Uciekający w pośpiechu księżyc, by ten sam lub kolejny samolot nie zarysował jego srebrzystego lica?

Wiele tu stron trzeba byłoby zapełnić aby opisać szaleństwa dwóch dni w górach. Ale jest kilka momentów, których pominięcie zakrawa na grzech. Zapewne nie każdy z czytelników wie, że Ewa jest mistrzem w nowej dziedzinie sportu – skoki przez ognisko z telemarkiem, mamy nadzieję, że w przyszłym roku będzie to dyscyplina olimpijska. Ta kobieta jest niesamowita, bo potrafi również na zawołanie i wedle potrzeb zamienić na grzbiecie końskim spodnie we wzorcowe bryczesy. A jak to zrobić, to już jej słodka opatentowana tajemnica. Jedyny feler tego modelu bryczesów to, że wracają do wcześniejszych postaci po każdym praniu.

Ludziska powiem na koniec tylko tyle, to naprawdę szalona przyjemność spędzić z Wami czas w otchłaniach przyrody i poczuć, że nie jestem tak całkiem inna w swojej dzikości. Wcale nie dziwię się, że Msisiara była zazdrosna;) 

_MG_1912-.jpg

Zazdrosna to mało powiedziane. Ale zobaczycie, jak ja pójdę to będą wilcy, będą!

– i wywołasz wilka z lasu!! hahahaha

Reklamy

Modlitwa pewnej „suleli”

9030134_wymarzonych--szczesliwych-wakacji-i-rozpromienionego-usmiechu--w-kazdym-momencie-twojego-zycia.jpg

Szefie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wybierz górę, a wlezę na nią na kolanach, na czworakach, nie ważne jak. Wejdę tam, bliżej chmur i Ciebie. I będę tam tylko ja i Ty. Tam będę tańczyć, skakać ze szczęścia, płakać i wykrzykiwać z wszystkich sił tą radość, która teraz odbiera mi głos i rozrywa albo ściska naprzemiennie do bólu moje serce. Jak słodki jest ten ból. Bo to właśnie jest Miłość przez najogromniejsze M na świecie. Twoja Szefuniu Miłość !!!!

Ps. Szefunciu dzięki za dzisiejszy dzień i za ostatnie, za ludzi niesamowitych, którzy są Cudem, za wszystkich, którzy czynią dobro tak po prostu !!!!

Tchórz; narzeczony i widoki z Tevresho. Czyli Tragi-Tevresho-Komedia Akt 2

Tragi-Tevresho-Komedia Akt 2

13833497_499534666920196_815362020_o

Czyli kontynuacja konnych gonitw a’la Wielka Pardubicka w Tevresho (tyle, że bez jeźdźców). Na początek krótkie wprowadzenie na temat „co?, gdzie?, kto? i jak?”.  Jeśli dotrwaliście do końca postu o zmaganiach dnia wczorajszego (czyli Tragi-Tevresho-Komedia. Akt 1 “Cyrk na łące”) to wiecie już, że Chuliganka, z Kasia-Msisiarą, Otiko i psem Bebito wybrali się do pobliskiej osady pasterskiej Tevresho (mapa), aby znaleźć pozostałe konie z rodzinnego stada: Coriye i Snow. Plany były piękne i optymistyczne, szybko zostały jednak zweryfikowane, przez grono ciekawskich ogierów. Nasza klacz Jamala, stała się celem zmasowanych zalotów… z jednej strony wcale nas to nie dziwi, Jamala-Kochanie to śliczna panna, z drugiej mogliśmy się przekonać na własnych nogach!, że pilnowanie jej dziewictwa przed grupą szczęśliwych i rozochoconych majowo ogierów to nie lada szaleństwo.

13838152_499535196920143_918607183_o

Dlatego nowy plan brzmiał następujaco: jeszcze wieczorem Kasia-Pastuszka (powyżej) wraca do Ghebi, po posiłki w osobach Ivane i Vasiko. Kiedy Kasia wróciła do domu i jak zawsze łamanym rosyjsko-polskim (jej znajomość gruzińskiego była jeszcze kiepściutka) wyjaśniła, że Chuliganka zgotowała im koński cyrk i bezwzględnie potrzebują pomocy, żeby złapać Coriye. Całe szczęście, że Marika całkiem nieźle już radzi sobie z językiem polskim. Vasiko spakował plecak z jedzeniem i od razu ruszył do Tevresho. Reszta ekipy miała dojść następnego dnia rano. 

20160508_110150

Nazajutrz, najmłodszy Rostoma był pierwszy gotowy do wyjścia; kurtka, czapka i buty od nart biegowych… (jedyne jego zimowo-wiosenne buty, dla mnie to kolejne brutalne zderzenie z rzeczywistą biedą rodziny).

– nie chce zostać w domu, będę wam pomagać i ja też chce zobaczyć Snow!. wykrzykuje 10-latek.  No dobrze, przynajmniej chłopak też się  wybiega. 

20160508_111202

Droga minęła nam jak z bicza strzelił, zwłaszcza że Ivane nie mógł się doczekać aż dosiądzie konia i niemalże frunął. W Tevresho, od razu skierowaliśmy się do zagrody Mishy, gdzie stały 3 konie. Jedno podejście nieudane, za drugim, Iva już zakłada jakiemuś kasztankowi ogłowie i… i tyleśmy go widzieli. Pognał w górę szukać Vasiko i Otiko. Nauczeni doświadczeniem zostawiliśmy Jamalę bezpiecznie schowaną w ogrodzie, żeby uniknąć niespodziewanych szaleństw ze strony ogierów i spokojnie rozejrzeć się po okolicy. Iva jak tylko znalazł Coriyę, poprosił żeby z nim współpracować i został na łące przy domu Niny. Reszta, czyli Vasiko, Oto, Rostoma, Chuliganka, Kasia i Bebe poszła szukać Snow i podziwiać widoki Tevresho. W takim towarzystwie, nawet bez Jamali, będzie się działo…

20160508_110313

Chuliganka na wstępie podzieliła się swoimi przemyśleniami z poprzedniego wieczoru:

– Trochę się możesz złościć, ale wiesz to wszystko ma ręce i nogi i wczoraj jak już chłopcy zasnęli to wszystko przemyślałam. I widzisz, bo…

I tak dowiedziałam się, że Kekula- ogier którego jeszcze wczoraj z uporem maniaka i zabójczą determinacją odganialiśmy od Jamali jest, w sumie idealnym kandydatem na tatusia przyszłych dzieci Jamali. Dlatego, zamiast stresować się pilnowaniem Jamali przez kolejne 2-3 tyg, kiedy będzie grzała po prostu puścimy ich razem w kanashi (ogród przy domu). Czyli nie trzeba było tak ganiać…?! Ah te pomysły chuliganki! Cóż… kobieta zmienną jest, zwłaszcza w towarzystwie pięknego ogiera.  

20160508_122622

Pod naszą nieobecność Ivane bez skutku próbował dosiąść Coriyi (obaj na zdjęciu powyżej). Ivie, który ma niesamowity dar do koni i zwierząt takie trudności zdarzają się rzadko. Widać Coriya wymaga czasu, cierpliwości i może także wytrzebienia, ale o tym nasz kowboj nie chce nawet słyszeć.  

Wracamy do domku Niny, Coriya stoi przy płocie, więc Iva jest zapewne w środku. Jednak nie, bo drzwi są zamknięte. Dziwne…

– Halo halo kto ma klucz? – wołam do nadciągającej brygady

– No jak to kto? Iva przecież, Coriya stoi to musi być w środku!- woła Chuliganka

– Nie ma go, a tu zamknięte… – I już czuję, że nasz Cwaniak-Ivane postanowił się z nami zabawić w chowanego… Oczywiście! Małe boseli (domek dla zwierząt)! – Przechodzi mi przez myśl, gdy:

– uh hu ha! – Iva wyskakuje  zza drewnianych drzwi, szczerząc zęby w uśmiechu. Domowy dowcipniś, widać, że kilka godzin z końmi dało mu energetycznego kopa i dobry nastrój.

Po chwili każdy znajduje sobie jakieś zajęcie.

– Kasia chodź do Jamali, zobacz jak się tarza- woła Chuliganka. Wsiadłabym na nią ale noga mi jeszcze nawala (nieszczęśliwie na dzień przed wylotem do Gruzji trafiła na kierowcę-wariata w Warszawie, który potracił ją na pasach i zielonym świetle), to ty wsiadaj!- widać, że już pali się do jakiejś akcji…

– No dobra, ale lepiej żebyś wiedziała że nigdy na koniu nie jeździłam. Wiec mi musisz mówić co i jak. 

– Coś ty? haha dobry żart! Dobra wskakuj, nic Ci nie będzie, no chyba, a że masz okres ( jak zwykle kipi z niej cynizm)… bo są tacy co myślą, że podczas okresu to nie można. Jak moja siostra na przykład, ale ona mówi też, że nie pija wody ze strumienia bo to z siuśkami kozic…hahah

– Z okresu już mi nic nie zostało po tym jak mnie przegoniłaś z końmi na łąkach, a strumień wolę taki z kupą niedźwiedzia, no nie Jamala?  Tylko błagam! trzymaj ją i mów jak się steruje- z obłędem w oczach wysiedziałam 2 kółka po polu, skręcałam jak pierwszej klasy debilo- wodze w prawo, a nogę do lewego boku, może mi się wydawało, że to jakiś skomplikowany pojazd. Chuliganka, szybko ustawiła mnie do pionu:

– Boże co ty robisz? Dociskaj kolana, nie siedź jak worek ziemniaków! Pracuj, pracuj nogami! zaciśnij pośladki! podnieś tyłek-opuść tyłek, dosiądź głęboko i pewnie (o matko kochana! krzyczę w myślach- chwila gdzie moja noga  a gdzie tyłek) i już jeszcze jedno kółeczko. Ty naprawdę nie jeździłaś konno!- stwierdza fakt choć nieco nie dowierza, że tak odważnie zapuściłam się między koniarzy bez żadnego stażu.

– Dobra, to będziesz się uczyć na Jamali. Jest idealna, prawda Kochanie? – drugą część zdanie Chuliganka kieruje już do Jamali, która niekoniecznie ma ochotę słuchać moich nieskoordynowanych poleceń i chodzi za swoją panią jak cielak i to bez uwiązu. Nie ma się co dziwić, nie dość że Chuliganka od małego ją szkoliła, to zwykle chodziła z kieszeniami pełnych kwaśnych cukierków, które Jamala szybko polubiła. A na dodatek, kiedy chodziła z nią jako małym źrebakiem po górach, w ramach treningu wysokogórskiego (w naszej rodzinie niezbędny), to utrzymała Jamalę, gdy ta zsunęła się z wąskiego traversu. A takich chwil nikt nie zapomina, nawet zwierzę. Kochają się na zabój te dwie charakterne france. 

11045403_362008570672807_8524452973796036026_o.jpg

Od strony domku dobiegły nas śmiechy chłopców:

– Kasia tolko nela nela… Rato? Kasia- Msisiara! (Czemu Kasia jeździ tak wolno? Kasia-tchórz?) – Ivane i Otiko nie mogą się nadziwić, dlaczego Kasia tak wolno jeździ. Chyba myśleli, że ona taka sama koniara jak Chuliganka…

– Wiesz, tutaj jak ktoś nie jeździ konno to nie siada na konia, więc oni myślą że jeździsz, ale jesteś strasznie słaba i masz cykora… hahah. Poduczysz się albo palniesz jakąś nową gafę i im przejdzie. 

Droga powrotna do domu minęła nam spokojnie. Najpierw ja na Jamali, póżniej Rostoma. Otiko był prowadzony na Coryi przez Ivane (pod bagażem i przy prowadzeniu, Coriya jest zupełnie spokojny). 

cropped-20160508_1303492.jpg– Kasia ty możesz tylko na Jamali jeździć, na Coriyi nie, bo to wera (nie dasz rady, to niewykonalne) i Msisiara. Kasia-Msisiara (Kasia-Tchórz) – Ivane powtarza, zadowolony z nowego przezwiska, wiedząc, że jeszcze przyda się jako karta przetargowa…