Pierwsze wspinaczki ogiera Snow

13643915_494071687466494_1132466852_n

Pierwsza lekcja młodego ogiera Snow jako zwierzę juczne: długa 4-godzinna droga z podejściem w uciążliwych warunkach pogodowych (upał, muchy, burza).

 

Kierunek: Domba

Bagaże o całkowitej masie ok 15 kg, z dzwoniącym łańcuchem-uwiązem dla Coriyi. Podejście z 1400 na 2300m.

13662408_501425673397762_1370914917_o.jpg

Rokowania dla Snow – rewelacyjne , pierwsza próba i egzamin już zdany , oswojony w szczególnych warunkach, nie oszczędzaliśmy mu nowych nieznanych dźwięków, przejścia przez gęsty las, strome i wąskie podejścia.

Otiko jest po prostu z niego dumny, a ja dumna z Otiko, który rewelacyjnie się z nim obchodzi – tak po naszemu, tj. z sercem i czułością. Myślę, że Snow szybko odwzajemni te uczucia.

13874692_501832956690367_49146915_nObóz o wschodzie słońca, „tonący” w porannej rosie pod Dombistsvaveri

 

Reklamy

Braterskie więzi

W weekend oficjalnie rozpoczęliśmy sezon sianokosów. Trawy chodzimy teraz ścinać do Tevresho, o którym wspominamy już wcześniej (Tragi-Tevresho-Komedia. Akt 1 “Cyrk na łące”). Pierwszy dzień, niewątpliwie ciężki, ale udany dodał chłopcom motywacji i pewności siebie. Nawet jeśli, wymaga to od nich ogromnego wysiłku i dyscypliny, są w stanie zapracować na swoje konie i lepszą przyszłość. To jednak nie wszystko, bo potrzeba im jeszcze jednomyślności i zgody.

13900918_501118706761792_1657145796_n.jpg

Vasiko w oddali , na pierwszym planie wyjątkowy i ujmujący obraz: 14-letni Ivane uczy 10-letniego Rostomę. Dobry Boss to też nauczyciel. Szacun dla Ivy.

Ivane po powrocie do domu był niemal jak naelektryzowany. Jasne było, że Otiko, Rostoma i Chuliganka stoją za nim murem, ale to jeszcze dzieci i żadne chęci, nawet tak „męskie” chęci jak u nich nie zastąpią siły dorosłego (Chuliganka to nie dziecko, ale ma tylko 2 ręce). A żeby wyjść na prostą potrzebne są każde ręce, pracujące jak długo się da, więc pomoc Vasiko jest w tym momencie krytyczna. Jeszcze tego ranka Vasiko wolał dłużej spać, zamiast pomóc młodszemu bratu przygotować kosę, nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu kwestiach młodsi chłopcy nauczyli się radzić sobie sami lub współpracować z innymi, tym razem pomoc Vasiko jest niezbędna. Z jednej strony by zdążyć, z drugiej by poruszyć problem niesprawiedliwości- jeden z głównych problemów w domu. Jest to temat rzeka, złożony z wielu wątków dodatkowych i obecny od lat, nie tylko w naszej rodzinie, ale również w kulturze. O tym może innym razem. Coś podziałało na poziom motywacji w domu, może to duma płynąca ze zmęczonych kosiarzy? Vasiko też ‚zaskoczył’ i kolejny dzień był już w ekipie pocąc się jak szczur. Więzi braterskie zostały trochę odbudowane i choć przy ciężkiej, wspólnej pracy sprzeczki pojawiają się często, przez ogromne różnice charakterów u każdego z nas. Nie idąc razem w trawę po pas, żeby ciąć w pocie czoła i tysiącach kąsających much, żeby po prostu czuć, że właśnie dzięki tej braterskiej solidarności mamy szanse poradzić sobie z wieloma problemami, które nadejdą.

13884514_501118680095128_2145966064_n

 

Jak okiem sięgnąć nad sąsiednie góry nadciągnęły juz burzowe chmury, z których lał się deszcz. U nas czysto. I to nie pierwszy raz, kiedy pogoda daje nam fory w sytuacji kiedy udaje się nam do czegoś dojść i coś zrozumieć. Muchy nie dały nam żyć, więc jeszcze przed wieczorem ruszyliśmy w drogę powrotną, zmyć pot w ghebińskim deszczu.

13653044_501075740099422_3162406907158548450_o

1 próba samodzielnego dzierżenia ponad 1,5 metrowej kosy i pierwsze cięcia Rostomy.

 

Ghebi Fashion Week

Chłopcy szaleją. Nastał czas męskiego Fashion Week i jeśli tylko byliby w stanie, założyliby na siebie po 3 pary butów. Wytrzymali 2 godziny po wyjeździe rodzinki Kamila i rzucili się na torbę z rzeczami. A Kamil, nie da się ukryć, stanął na wysokości zadania i skombinował całą torbę wspaniałych rzeczy i butów. Wreszcie są porządne buty zimowe dla Otiko! Teoretycznie było powiedziane, że nie wszystko na raz, że stopniowo, żeby wynosić pozostałe rzeczy najpierw… zapomnij! Jak tylko poczuli zew okazji, pognali do górnej komnaty i hulaj modna duszo. Niech się nacieszą. A przy okazji, łatwiej będzie ich przycisnąć w kwestii dbania i porządku, kiedy mają coś cennego.

Kamilowi i jego rodzinie ogromnie, wręcz niepoprawnie bo wielgachnie dziękujemy, że do nas dojechali mimo popsutej skrzyni biegów, braku telefonu i wszystkim przeciwnościom po drodze. Nie ważne, że tylko na jedną noc, pękamy z radości (i przejedzenia arbuzem) że mogliśmy Was ugościć. Żeby opowiedzieć, jak niesamowitym gestem i wydarzenie był ich przyjazd potrzeba osobnego rozdziału. O tym już wkrótce.

Przy tak dobrych nastrojach, praca pali się w rękach. Marika od rana zasłużyła na spore shapo ba (wyrazy uznania) przeprowadzając rano rozmowę z chłopcami w logiczny i edukacyjny sposób, że nie było żadnych krzyków, a robota tak teraz wre:

Iva przy drużbie, Oto i Rostoma pomagają

13836019_498802230326773_1570071663_o.jpg

 

 

 

Skolashi? po co?

14171916_511982765675386_916623598_n.jpg

Kiedyś szkoła w Ghebi liczyła około 300 uczniów, dziś jest ich 48. Jeśli w wiosce mieszka fizyk, to uczy fizyki. Jeśli fizyk wyjedzie lub go zabraknie, to fizyki może będzie uczył biolog albo nie będzie uczył nikt. Dzieci chodzą do szkoły od połowy września do początku czerwca, w lecie są wakacje, czyli przede wszystkim czas zbiorów i pracy. W ciągu roku, kiedy pojawia się praca- książki i podstawowa edukacja mogą poczekać. Zwalnianie dzieci ze szkoły do pracy jest nieuniknione, ale bywa często nadużywane, jeśli panuje przekonanie, że szkoła i tak do niczego się nie przyda. Sytuacje są różne:

Któregoś dnia Iva po godzinie wrócił do domu.

– Iva co się stało? 

– Idę do Tevresho odprowadzić konia. 

– Którego konia? Nasze konie są w Tevresho, poza tym teraz masz lekcje 

– Konia nauczyciela od matematyki

Nie wiadomo, czy nauczyciel sam wybrał Ivę, czy Iva się zgłosił. Prawdopodobnie to pierwsze, bo Ivane można z koniem zaufać i wiadomo, że nie odmówi. Marika też nie odmawia, bo za często musi korzystać z pomocy innych.

13913679_1241917425827488_2362056987966581778_o.jpg

Do 18 roku życia nauka jest zasadniczo obowiązkowa. Zasadniczo, bo po w praktyce po 9 klasie (15 lat) rodzic może dziecko permanentnie zwolnić. Xatia (córka Mariki) skończyła szkołę. Zdała jako 2 uczeń z 10 podchodzących do egzaminów, mimo, że nie jest w stanie sklecić prostego zdania po rosyjsku (pierwszy język obcy). Z jednej strony dobrze, że w ogóle jest możliwość nauki, jednak poziom nauczania i stawiane wymagania bardzo obniżają szanse dzieciaków na dalszą edukację i lepszy start w przyszłość.  Vasiko, za przyzwoleniem rodziców przestał chodzić do szkoły w wieku 14 lat. Rok wcześniej nikt nie reagował na ciągłe wagarowanie. Niestety tutaj wiek 14 lat (w przypadku chłopca) jest wiekiem ‚magicznym’ – może nie ukończyć szkoły, może spożywać alkohol, nikt nie sprzeciwi się jeśli pali papierosy. Panuje przekonanie, że taki młodzieniec to już prawie mężczyzna. Jak doskonale tutaj widać – ‚PRAWIE’ robi wielką różnicę. W maju tego roku, kiedy jego rówieśnicy pisali egzaminy końcowe i wszyscy nawet ci z problemami, zdali,  Vasiko poczuł żal. 

– Vasiko powiedział, że chce wrócić do szkoły i napisać egzaminy. – Marika mówi z dumą na twarzy. Nie do końca rozumie, że to ona jest odpowiedzialna za stracone szanse.

Pojiviom, uvidim (pożyjemy, zobaczymy) – odparła twardo stąpająca w tym przypadku po ziemi Chuliganka.

– Obiecał mi, że abezatelno (obowiązkowo – stanowczo) wróci do szkoły – broni siebie i syna.

Pochwała, słowa dopingu… niech reszta chłopców usłyszy. Takie myśli, chęci i marzenia trzeba zawsze wspierać! Tchnąć wiatr w ich skrzydła, niech polecą wyżej. Niech wie, że za dobre chęci czeka dobre słowo. Nawet jeśli wiemy, że realia są ciężkie, że Vasiko za parę miesięcy będzie pełnoletni i Marika przestanie dostawać na niego część już szczuplutkiej renty. Że powinien zacząć pracować. Że ten zapał to prawdopodobnie moment, o którym szybko zapomni. Ale niech wie, że chęć nauki i rozwoju wpieramy bez wyjątków. To dla niego i pozostałych chłopców nowość. 

Ivane, Otiko i Rostoma chodzą do szkoły, ale czasem próbują się wykręcać. Najbardziej Ivane, bo nauka nie przychodzi mu z łatwością. Jeszcze na początku tego roku jego dalsza edukacja stała pod znakiem zapytania. Oceny słabiutkie- nie motywują, sam Iva nie widzi sensu w nauce, Marika tym bardziej, choć sama nie robi nic aby chłopakowi pomóc. Mama nie może sobie poradzić z jego wybuchowym charakterem, który gwałtownie osłania zniszczoną wrażliwość i strach. Pomysł matki na wychowanie syna? – wojsko, które go ‚ustawi’. Kreatywny 15 latek, z sercem do zwierząt, złamaną psychiką i umiłowaniem wolności.

– Ten chłopak potrzebuje miłości, wparcia, twojej uwagi i zrozumienia, ale przede wszystkich chociaż jednej niezerwanej nici zaufania…i ty myślisz, że to załatwi za ciebie szkoła wojskowa??? Katastrofa.- Po moim trupie!!! – to jedyna i niezmienna reakcja Chuliganki. Msisiara jest dokładnie tego samego zdania. – Zwalić swoje obowiązki jako rodzica na szkołę wojskową i umyć ręce ? – niedopuszczalne.

13589028_491442041062792_1866754592_o.jpg

Otiko lubi się uczyć i chce zostać profesorem, więc do szkoły chodzi chętnie. Sam z siebie. Jest niesamowicie inteligentny, ciekawy świata, uwielbia rysować i fotografować. W jego urodziny przy rzece Rioni lepiliśmy błotny tort, na wzór tego z kremem, który czekał w lodówce. A laurki, z braku kartek rysuje na kamykach. Jeśli może pomaga w lekcjach Ivie i Rostomie, a nam w komunikacji. Otiko to nasz szpionik i pierewodczyk (szpieg i tłumacz), po rosyjsku rozumie wszystko, po angielsku dużo i w zastraszająco szybkim tempie uczy się polskiego. Rostoma też dobrze radzi sobie z językami, zwłaszcza z polskim i angielskim. I dobrze się uczy, ale najbardziej kocha sport. Gdyby mógł to wybrałby tenis zamiast matematyki i piłkę zamiast gruzińskiego. Nie zmienia to faktu, że o każdym stopniu mówi z dumą. 

Przez dotychczasowy brak zainteresowania obowiązkiem szkolnym ze strony rodziców, a tym samym zwyczaju odrabiania lekcji, pogłębiania wiedzy czy rozwijania zainteresowań, początkowo nowe obowiązki wywołały bunt, zdziwienie i płacz z lekką nutką szantażu. Nie tylko u chłopców, także u Mariki! Dla niej wspólne odrabianie lekcji jest czymś całkowicie niezrozumiałym i niedorzecznym. Dla niektórych z nas to niewyobrażalne, ale tutaj zwyczaj spędzania czasu z dziećmi, poświęcenia im czasu i uwagi należy do rzadkości. Czas odrabiania lekcji, kiedy w domu jest cisza i spokój, żeby chłopcy mogli się skupić, jest kompletną nowością, kolejny dziwaczny wymysł z Polski. Ale czyni cuda! Jak się szybko okazało, dzięki odrobinie uwagi, nadzoru i pochwał za najmniejszy sukces, szkoła przestała być powodem bolących brzuchów, a nauka zaczęła sprawiać chłopcom przyjemność.

20160607_140158.jpg

Nawet Ivane, który ze względu na największe braki w materiale na dźwięk słowa uroki (lekcje) stawał dęba, przekonał się, że on też może dać radę. Dzięki temu zrozumiał też, że odrabianie lekcji nie przekreśla innych planów na popołudnie ( jak konie, praca czy koledzy), jeżeli się spręży. A Ivane potrafi się doskonale sprężać. Raz na wejściu oznajmił, że obiad chkara (szybko) i natychmiast chce zrobić lekcje:

– Tylko historia. Poczytam 15 minut, kho? Poźniej cxenebi (konie)

Problema ara, katzo. Zniknął na górze, żeby mieć spokój. Na CAŁĄ godzinę! 

Po drodze do wioski starsza koleżanka na naszą prośbę powtarzała z nim materiał. Na drugi dzień to ona przyniosła wspaniałą wiadomość, że wszyscy zauważyli postęp w nauce Ivane, a pracę kontrolną napisał na dobrą oceną. Nie było pytania, na które Iva odpowiedział: AR VICI  (nie wiem)

Zbliża się koniec roku. Trzeba oddać książki. Chłopcy układają stosy według listy, kleją wypadające strony – praca wygląda jak koncert na 4 ręce.

Bilans: Otiko będzie znów najlepszy w klasie i z pewnością w pierwszej 10 w szkole, Rostoma ma coraz lepsze stopnie i bardzo widoczna poprawa w językach. Ivane, miesiąc temu nie chciał się dłużej uczyć a w 10 dni nadrobił zaległości z miesiąca. Zmienił dotychczasowe zdanie ‚me vera’ (nie dam rady, nie nadaję się) na  „damy radę”. Ostatni dzwonek to dobry moment, żeby Chuliganka bez skrupułów powróciła do tematu przyszłości Ivane. Tym razem nie pyta matki,

– Iva chemi megobaro (mój przyjacielu), co dalej, co po wakacjach chcesz robić? Niepewnie spoglądając na matkę odpowiada konkretnie – No jak to co? Pójdę do 10 klasy. W przypadku Ivane to nie są słowa rzucane na wiatr. On jeszcze tego nie wie, ale kiedy skończy szkołę pomyślimy o wysłaniu go na kursy na pomocnika weterynarza, wiosce przyda się ktoś taki. Nie jesteśmy jasnowidzami, nie znamy przyszłości, za 3 lata dużo może się zmienić. Może zechce zostać wykwalifikowanym jeźdźcem, hmm kto to wie… no Szef na pewno.

Przed nami ponad 2 miesiące wakacji, czyli czas wzmożonych prac polowych: oranie, plewienie, budowanie, remonty i przygotowanie do zimy.  Książki poczekają do września. Ale jest szansa, że z pierwszym dzwonkiem obowiązki szkolne nie będą wydawały się już tak trudne i żmudne jak wcześniej. Nie tylko dla Otiko. 

…nauka natomiast trwa dalej. nauka tego, czego nie można nauczyć się z książek – lista jest długa. 

Poszukiwacze skarbów

Wszyscy mamy jakieś przyzwyczajenia. Nieważne czy są one wyuczone, podpatrzone czy nieświadomie naśladowane. Dzięki nim, wiemy czego się mniej więcej spodziewać w codziennych sytuacjach, w domu i poza nim; mleko jest w lodowce, czyste skarpetki w szafie, a w kurniku- jajka.

Jednak drugi scenariusz może okazać się całkowicie odmienny od opisanego powyżej: Mleko od 2 dni leży na stole, w tzw. letniej kuchni, gdzie skwar osiąga 30 stopni, skarpetki … hm każda w innej części domu i na pewno brudne. W kurniku bliżej nieokreślony nieład, którego nie można nawet nazwać nieładem artystycznym.”burdel na kółkach” jest bardziej odpowiednim określeniem.

Nie każdy ma rodziców, którzy przyzwyczaili go do ładu i systematyczności. Nauczyli jak dbałość może przekładać się na łatwiejsze życie. Nie każdy urodził się w realiach, gdzie większość z nas już się nad tym nie zastanawia. Stało się to poniekąd życiowym standardem. W domu, w którym jest bieda i poważniejsze problemy niż bałagan, trudno jednoznacznie stwierdzić, że niedbałość i brak porządku wynika tylko z lenistwa. Z pewnością wynika to z braku dobrych wzorców, być może z braku motywacji lub nieudolności wychowawczej rodziców. Na tym etapie jednak niemożliwe jest  określenie prawdziwych przyczyn takich zachowań. Zachowanie dzieci uzależnione jest od postępowania dorosłych, bo uczymy nie tylko słowem ale przede wszystkim przykładem. Dzieci są najlepszymi obserwatorami i naśladowcami. Ogromne znaczenie odgrywa otoczenie rodziny wraz z jego obyczajami, mentalnością i historią. Dla kogoś przyzwyczajonego takiego jak my do standardów i logiki porządku, bałagan i niedbalstwo może dziwić, denerwować, a najczęściej zniechęcać. Więc w tej sytuacji najlepiej jest zupełnie zapomnieć o logice i własnych przyzwyczajeniach i znaleźć sposób na nowy, życiowy ład. 

Kwestia dbałości i porządku, brzmi w Naszej Rodzinie: SADARI?  -AR VICI…(gdzie?  -nie wiem…) tych słów nauczyłyśmy się z prędkością światła. 

 Rano trzeba napoić konie: – Iva, SADARI kantar? – AR VICI… – Chyba na Oboli – Nie ma, na pewno był na Oboli? – AR VICI, a może na schodach… AR VICI. Zapytaj Otiko. 

Trzeba wyjść z Bebe: – Rostoma byłeś na spacerze z Bebe? – Nie, bo nie ma smyczy. – SADARI smycz? – AR VICI! Może Iva wziął do koni… AR VICI, zapytaj Ivy. 

Trzeba nakarmić kury: Otiko ty wczoraj karmiłeś kury, SADARI kukurydza? Na oknie nie ma. – AR VICI. Jak nie ma na oknie, może wziął Rostoma? AR VICI… zapytaj Rostomy

Trzeba pociąć drzewo do pieca: – Vasiko potnij drzewo do pieca.- Nie mogę, drużba nie działa, Iva SADARI zestaw do drużby? AR VICI!  przecież to Ty ciąłeś wczoraj w lesie!- odpowiada Ivane. Vasiko krzyczy do Mariki: – Dediko (mamusiu) SADARI zestaw do drużby? – AR VICI! – Po czym idzie pożyczyć zestaw od sąsiadów. 

Klasyczne dziecięce ‚spychactwo i tumiwisizm’*, praktykowane także przez dorosłych. Pozornie nic nadzwyczajnego, chwilowe wyjście z sytuacji. Pierwszy krok do zmiatania pod dywan. Ale takie podejście, jak nazywa to Chuliganka- “leczenie syfa pudrem” rodzi kolejne problemy. Ponieważ na drugi dzień zapomną gdzie co zostawili. Tak więc po jakiś czasie zostajemy bez lin, kantarów i narzędzi. I nikt nie podchodzi do tej straty ekonomicznie; – nie ma? no trudno. Odzież, narzędzia oraz inne sprzęty nie mają swojego ustalonego miejsca, problemem jest brak szaf i nie ma zwyczaju myślenia przyszłościowo. Oczywiście w tak dużym gospodarstwie sprzęty mają prawo się psuć i zużywać, ale dlatego dbałość oznacza też odpowiednio szybkie reagowanie i naprawianie.

Drogi czytelniku jeśli odnosisz wrażenie, że pewne kwestie tak bardzo oczywiste dla Ciebie, tłumaczymy i ‚wykładamy jak krowie na rowie’, to wynika to tylko z naszej reakcji na zastaną tutaj sytuację. Tłumaczenie z uporem maniaka weszło nam już tak w krew, że przeniosło się rónież na blog.

Nie wiem jak u Was, ale u Msisiary poczucie bezsilności wobec poważnego problemu rodzi złość. Dlatego pewnego deszczowego dnia, kiedy 5 razy usłyszała SADARI, a idąc na pieszczoty do Bebe potknęła się o kawałek żelaza w kurniku, postanowiła zobaczyć co jeszcze można znaleźć w kurniku. Deszczowy dzień, okazał się idealnym momentem na wspólną lekcje życiowego ładu. W kurniku oprócz kur, było także z 30 kg złomu, z czego 20 do wykorzystania; łańcuchy, części, narzędzia, także tajemnicze kołki Ivane, brezent, drewno, a wszystko z dużym dodatkiem salmonelli. Rostoma i Otiko szybko zwęszyli, że coś się dzieje i wskoczyli do akcji. Aż trzeba było ich stopować, kiedy zaczęli wyciągać pełen salmonelli brezent, wzbijając tumany salmonellowego kurzu.

– Chłopaki, tu jest dużo rzeczy i dużo miejsca które możemy zagospodarować. Jeżeli to tak leży na ziemi to rozumiem, że niepotrzebne i wyrzucamy na musor (śmietnik)?

Ara ara (nie, nie)!!! – Od razu wszyscy złapali się za głowy.

– Eureka! Tego szukałem dla cxeni! – Ivane z miną odkrywcy chwyta stary kantar i biegnie pokazać Chuligance

– Dobra katso (chłopie), bierz skrzynkę i to będzie skrzynka tylko dla koni, tak?

Khai khai ho ho… – Iva już nie słucha, tylko zamienia się w poszukiwacza skarbów.

Vasiko długo nie rozumie, po co to wszystko i jak katarynka, średnio co 4 minuty zadaje pytanie: – RATO? (dlaczego) Niby widzi, że znalazły się zagubione narzędzia; 3 młotki i 2 topory i łańcuchy dla bydła wymagające małych remontów. Niby widzi że jest dużo złomu który można sprzedać, ale trudno jest mu nadal pojąć ‚po co to wszystko’? Jest najstarszy z rodzeństwa, więc jego przyzwyczajenia są najmocniej zakorzenione i utrwalone. Nauczył się trwać zawieszony w nicości.

Po dwóch dniach sprzątania chłopcy z dumą zaprosili kolegów. To dobry punkt zaczepienia. Bo znaczy, że wiedzą na czym polega porządek i wstydzą się bałaganu. Na czterech zbitych deskach, które w latach świetności przypominały szafę, zostały posadzone kury i kosze do wysiadywania jajek. Natomiast na zabitym oknie dawnej boseli (obórki) powstała wisząca narzędziownia. Narzędziownia to osiem wbitych gwoździ. Nie ważne że narzędzi jest pięć na krzyż. Dla naszych chłopaków to już jest coś.  Nowe spojrzenie, a dla nas krok naprzód. 

Podczas rozmyślań nad złożonością i sednem naszego problemu, Chuligance wpada w oko kolejny niegdyś niebieski, obecnie oklejony zaschniętą salmonellą brezent. 

– Marika przyda się na coś ten brezent?

Ara, na musor (Nie, na śmieci)

Obiektywnym okiem patrząc, pod stosem salmonelli, to całkiem porządny brezent. 

– O nie! Żaden musor! To jeszcze wykorzystamy… a wiesz kto go będzie mył?- pyta stanowczym tonem Chuliganka

– Marika, dlatego że ona chciała już go wyrzucić, niczym ‚lubownica milionera‚** 

-A my z nią? 

-Tak, a my z nią

Bo musi poczuć, że jesteśmy z nią w wychodzeniu z problemów.

Prowizoryczna narzędziownia,  wydzielony kurnik, oraz pomieszczenie na drzewo opałowe uważamy za otwarte. To jest dopiero początek, bo przyzwyczajeń i braku motywacji nie zmieni jedno sprzątanie kurnika. Nie oszukujmy się, to jest długa wyboista droga, na której nikt nie zagwarantuje natychmiastowych efektów.

14152196_511943629012633_991134764_o          Naprawa starego siodła

spychactwo i tumiwisizm*- Spychactwo: zjawisko często spotykane wśród rodzeństwa, objawia się przenoszeniem obowiązków, odpowiedzialności, a najczęściej winy na drugiego.

Tumiwisizm: rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy (1.1) pot. żart. postawa charakteryzująca się obojętnością, biernością, brakiem zaangażowania, lekceważeniem czegoś

lubownica bankira**- ros. kochanka milionera