Wyjazd edukacyjny. Wdrażamy plan

„Gdybym mogła w tym momencie, skakałabym z radości na swoim skrzypiącym łóżku do samiuśkiego sufitu…. Ale niestety ciumat…(cisza) Dzieci śpią. Praca tutaj w tej mentalności, biedzie, maraźmie i braku perspektyw jest jak przeciąganie liny, codziennie z mozołem i uporem maniaka. Czasem uda się przeciągnąć środek liny o pół centymetra, czasem niestety muszę odpuścić metr, ale dopóki trzymam tę linę w rękach wiem, że mam niebywałą szansę osiągnąć cel. Najważniejsze nie zerwać i nie wypuścić liny. Liny zaufania i autorytetu. Wygrana będzie nasza wspólna – realna perspektywa lepszego i łatwiejszego życia w ostatniej wiosce w Raczyńskich górach. Szefie Ty z góry patrzysz i pewnie masz niezły ubaw z mojej radości, ale Tobie pierwszemu dziękuję bo Twój Palec wciąż pokazuje mi drogę i wciąż mi pomaga i prowadzi. Dziękuję za odwagę którą mi dajesz i za ludzi których stawiasz mi na mojej drodze. Teraz dobranoc.” -Chuliganka

Od jakiegoś czasu, Chuligance po głowie chodzi pewien plan. Plan zorganizowania mini wakacji edukacyjnych dla jednego z chłopców, który naszym zdaniem najbardziej na tym skorzysta. Żeby po raz pierwszy pojechał gdzieś dalej niż okolice Ghebi i uczył się do profesjonalistów. Chcemy żeby zobaczył jak można pracować ze zwierzętami w podobnym środowisku, w gruzińskich realiach ale na innym poziomie i innych zasadach niż w Ghebi. Żeby zobaczył jak wyglada życie poza wioską, gdzie każdy ocenia go przez pryzmat szufladki, w której przyszło mu się urodzić.

13631478_132760783827732_7541255913005018625_n

Plan jest prosty i konkretny, ale dopóki nie będzie potwierdzenia od naszego głównego dobroczyńcy, nie zdradzamy szczegółów. Po wstępnej rozmowie pierwsza reakcja jest super pozytywna!!! Cieszymy się jak dzieci i z dziećmi! Ale trzymamy mocno kciuki i wołamy do Szefa, żeby się udało…do końca. Każda myśl wsparcia się przyda, więc bez ograniczeń kochani. Tak po polsku lub tak po gruzińsku, czyli z sercem!

Z góry dziękujemy. Madloba-o

„a Ty wołaj Szefa z całego serca a nie z całych płuc swoich…”