Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka

DSCF1180

Koniec lutego, a wiosna już depcze zimie po piętach. Przegania chmury, sadza słońce na podniebnej grzędzie, a nam każe szybko zdejmować kurtki i dodatkowe skarpety. Konie równie chętnie zdejmują swoje zimowe futra, oblepiając nas pajęczyną miękkiej sierści. Uszy już im się trzęsą na myśl o kiełkującej młodej trawce. Jeszcze nie minęła połowa marca (nie wspominając nawet o kalendarzowej wiośnie), a po śniegu pozostały tylko żałosne plamy. Na ulicach zawitały świnie, ulubiony, ruchomy cel Biczuny (ulubiony pies Chuliganki), a w winnicach pokazali się panowie przycinający zeszłoroczne pędy. Szybka i ciepła wiosna wydłuża okres wegetacji. Pozwala na uprawę winogrona, owoców i ciepłolubnych warzyw.  Pozwala na szybsze odpuszczanie zwierząt i mniejsze zużycie siana. O uprawie winogron i tak wczesnych sadzonkach w Ghebi możemy tylko pomarzyć. Niby to tylko 1000m wyżej i tylko 60 km dalej, ale czas wegetacji skraca się tam niemal o 3 miesiące. Choć wcale nie daleko, Ghebi to jednak całkiem inny świat. Inny nie tylko ze względu na klimat.

SONY DSC

Nie ma co ukrywać, szybszą wiosnę powitałyśmy z otwartymi ramionami i ulgą. Malejąca kupka tivy (siana) spędzała nam sen z powiek, a możliwość kupna kolejnego stogu w okolicy okazała się prawie niemożliwa. W większości gospodarstw siano pod koniec zimy jest na wykończeniu. Znaczy, że albo nie sprzedają, albo po cenach jak za zboże. Spacery za końmi w samej bluzie, pośród rozkwitających łąk były nam potrzebne bardziej niż myślałyśmy. I nam i koniom. Trudno tylko stwierdzić komu bardziej spodobały się te wiosenne marsze. W pewnym momencie zaczęłyśmy się zastanawiać, czy to my ich, czy one nas. Czy to właśnie nie konie zaczęły wyprowadzać na spacery nas. 

DSC_0131

Pierwsze próby odpuszczenia naszych 3 łakomczuchów na nocną wyżerkę w lesie przynosiły odwrotny skutek do zamierzonego. Kiedy my chciałyśmy, żeby zostały na łące, wracały. Kiedy chciałyśmy je sprowadzić do stajni, zostawały. My mówimy, zostańcie na górze. One schodzą na dół do cerkwi. My mówimy: „Dzieci, dzieci do doooooomuuuuu” (schodzimy do stajni). One zostają na najwyższej łące, fundując nam nocne podchody w błocie po kolana. Dobrze, że Biczuna lubi takie eskapady, bo bez jego pomocy, znalezienie czterokopytnych potworków skitranych w najciemniejszym kącie łąki graniczyłoby z cudem. Skoro już mowa o cudach, to kolejnego razu konisie postanowiły, że czas na wizytę na cmentarzu pod Barakoni. Wybrały jeszcze odpowiedni moment, żebyśmy nie spotkali się na drodze i kiedy my dotarliśmy na górę, spryciule były już na samym dole. Jamala nie bez powodu na drugie imię ma Franciszka (Franca), a Coriya nazywany jest także Cwaniakiem. Snow póki co jest w stadzie tylko Łasuszkiem-flejtuszkiem, ale niech nie zmylą Was te jego piękne czarne oczy w białej oprawie. W nim też płynie przekona Ghebińska krew! 

Kiedy słońce mocnej przygrzało, łobuzy trochę zaskoczyły i udało się je przekonać, żeby zostały na łące. 3 dni był spokój, po czym zaczął się kolejny odcinek cyrku. Tym razem pod tytułem “kowal” 

– Patrz, patrz! Podoba Ci się? – pyta wykładając na stół nowy topór.

– Pokaż, niech no mu się przyjrzę…- Msisiara robi minę toporowego znawcy i waży go w ręku

– Dobra i tak tylko udajesz, że się znasz. Daj lepiej, bo zepsujesz!-  Chuliganka już chce lecieć do ogrodu, zamienić polano akacji w stertę zapałek, ale przystaje w progu.

– Topór to nic, najlepsze jest to, ze mamy kowala, który nam potnie kopyta!

– Ja już sobie rano pocięłam, cążkami. 

– A ja właśnie muszę, bo mam już pazuryry – Chuliganka szuka żałoby za swoim pazuryrem – To jest gość od Tamaziego i może przyjechać po bazarze, bo w tygodniu pracuje. Musimy zadzwonić i sprowadzić konie. 

– O rany! Ideolo. 

Zadowolone z obrotu spraw, w myślach już zabrałyśmy się za przygotowywanie nali i lusmani (podków i gwoździ). Kowala, lub kogoś kto przytnie łobuzom kopyta szukałyśmy już od początku zimy. Szczęśliwe, że wreszcie znalazł się koński pedicurzysta, nie spodziewałyśmy się nadchodzących atrakcji. Nie minęły 3 godziny jak zadzwonił wujaszek Omari:

– Gosha, gdzie ty? Doma? Przychodzi bystra bysta. My idziom z Oni, loszadi na drogie!

– Sztooooooo?!?!?! Gdzie oni? Nasze loszadi w Oni?

– Niet, oni nie w Oni. Oni w Sori. Idiom na maszynie z loszadiami w mesce (razem). Przychodzi bystra!

– To gdzie wy scas (teraz)? 

– Tam gdzie most Muhli. 

– Kho idziom!

Pomieszanie z poplątaniem. W jednej rozmowie padły 3 miejscowości na przestrzeni 40km…Msisiara robi wielkie, pytające oczy, na co Chuliganka rozkłada ręce:

– ar vici… już sama nie wiem gdzie są. Gdzieś na drodze w stronę Oni. Oby to tylko było przy Mukhli, a nie przy Oni. 

– No nie gadaj, że france poszły do Oni!

– Nie, one już się szykują na powrót do Ghebi. Słyszały, że już się nie możemy doczekać, to same poszły 

– Hahaha. A jutro dzwoni Marika i pyta: Gdzie loszadi? A my, że odpuszczone na vierhu. A ona: a na pewno? Nie w Ghebi? 

Snując coraz bardziej wydumane scenariusze, które w rzeczywistości okazują się zdecydowanie mniej romantyczne niż w fantazjach, przemierzałyśmy kolejne kilometry. Trzeba odstawić łajzy w w bezpieczne miejsce. 

DSC_0120

Dwa dni nie minęły, a wieczorem odzywa się znajomy kowal z Tkibuli. Mówi, że nazajutrz będzie w okolicy i żeby szykować konie. Panie! Świetnie się składa, od samiuśkiego rana będziemy je szykować. Znaczy szukać, oczywiście. Od świtu Msisiara krąży po znajomych szczytach, Chuliganka sprawdza trasę na Mukhli, a tu znajomy zdzwoni z donosem. Drogie Panie gdzie wy? To tajne łamane przez poufne: Wasze konie do Likheti poszły. (7 km od fermy w stronę Svanetii)

– Warianta nie tu! Konie mają nas na podsłuchu! Wiedziały, że dziś kowal przyjdzie i bęc! Uciekły skubańce, byle im tylko tych paznokci nie ruszać.

– Nieeeee. Ja myślę, że Coriya gentleman zrobił dziś Jamali wycieczkę z okazji Dnia Kobiet…

– … oooo taaak, romanse pierdanse, szarmancik wziął Franciszkę do miasta. Restaurantshi gina, kho? (Do restauracji chcecie, tak) 

Do trzech razy sztuka. Za 3 dni sobota, kowal może przyjechać po bazarze. Z rana jedna idzie po konie, druga po kowala i Łukasza (takiego fajnego typa, który jara się na chodzenie za końskimi łajzami).  

– Halo halo! Ryba? Tu akwarium. Na łąkach pusto. 3 dni minęły i coś mi się zdaje, że france poszły na spacer. Tylko w którą stornę? Likheti czy Sori? 

– Wiedziałam! Franciszka Jamala nie odpuszcza. Dba o naszą kondycję fizyczną i odpowiednie cisnienie. Dzwoń do Likheti, może ktoś je widział. 

DSCF1143

Jak się szybko okazało, ktoś z Likheti widział je w Sori. Jakiś chłopak jeździł na białym koniu. A tutaj są tylko 2 białe konie: Snow i jeden, który właśnie grzecznie stoi w swoim ogrodzie w Likheti. Znaczy, że pędzimy do Sori. Msisiara piechotą, Gosia z Łukaszem prosto z lotniska na marszrutce. Ktoś zadzwonił, ktoś coś widział, ktoś coś wie. Tutaj wieści rozchodzą się szybko. Z jednej strony denerwuje brak anonimowości, że każdy wydaje się interesować twoim życiem bardziej niż swoim. Jednak podczas szukania koni pomaga.

Konie znalazła Chuliganka z Łukaszem. Stały zgonione, przywiązane w czyjejś zagrodzie, z poranionymi policzkami od tandetnego żelaztwa. Chłopcy chcieli sobie pojeździć. Zobaczyli konie to sobie wzięli. Kto wie ile by je zajeżdżali, bez wody i jedzenia. Może i lepiej, że to były dzieci, bo kto wie czy nie skończyłoby się na rękoczynach. Natychmiast zrobiło się zamieszanie, zeszło się z pół wioski, popatrzeć i porobić zdjęcia. Już udało się lekko załagodzić sytuację, wyprowadzić konie z zagrody, gdy z małego czarnego samochodu wyskakuje Msisiara z ogniem w oczach. 

– Panie, w czym problem? Po co te nerwy? Konie są po to, żeby na nich jeździć. A dzieci widzą konia, to chcą sobie pojeździć. Pojeździli i co? 

– Na swoim koniu można. To znaczy, że twoja krowa idzie ulicą i mogę ją sobie wziąć i wydoić? Znaczy, że stoi twój samochód przed sklepem i mogę sobie wziąć i pojeździć?!  Czego wy te dzieci uczycie?!? Złodziejstwa! 

Pierwszy raz w historii, Chuliganka musiała tamować buzujące nerwy Msisiary, tym razem w roli zbulwersowanej obrończyni zwierząt.

– Oj tam oj tam, u nas to normalne. O takie nic, tyle krzyku. 

– Jakie normalne?! Te konie są z Ghebi. Tam nikt nie wsiądzie bez pozwolenia na cudzego konia, a jak wsiądzie, uwiąże i będzie bez jedzenia trzymał to mu właściciel głowę odstrzeli! 

– A ty atkuda? (Skąd pochodzisz?)

– A jaka to różnica?

– Skąd jesteś?

– Nie ważne

– Ale skąd? Z Polski?

– Jaka różnica czy z Polski czy w Gruzji?!? Jaka różnica czy z kobieta czy mężczyzna?!? Taki sam człowiek jak ty!

  • A męża masz?

Tu już puściły Msisiarze nerwy i posłała lokalnego Katzune (gogusia), wygrzewacza ławki pod sklepem, na tri bukvy*

W Sori przez chwilę srogo się zakotłowało. 2 rozsierdzone Polki, 3 zmieszane konie, milczący chłopak, 2 chłopcy co się nie bali i konie za***, gromada gapiów i lokalnych speców od rozwiązywania problemów. Choć miało być to załatwione polubownie, policjant był nieugięty. Bez wizyty na posterunku się nie obędzie. Trzymająca spokojny fason Chuliganka spędziła resztę dnia zagłębiając tajniki policyjnych procedur. Zjechała w milicyjnej mankanie pół Rachy, od posterunku w Ambrolauri do Oni i z powrotem. Dokarmiana wafelkami napisała wypracowanie po rosyjsku “Dietskaya ashybka” do książki pisanej przez policjanta. Kolejny raz byliśmy świadkami popisu komunikacyjnej gruzińskiej myśli technicznej, gdy parę chwil po Chuligance na posterunku pojawił się ghebiński przyjaciel pędzący z pomocą w wyjaśnieniach. Wieści bez naszego i nie do końca wiadomym nam sposobem szybko zawitały w Ghebi. A Ghebi od razu wysłało swoją pomoc, po raz kolejny dając dowód jego pięknego serca. Choć wśród ghebinców nie brakuje sporów i waśni. Choć piętno naszych ułomnych ludzkich czynów w Ghebi także widne, za swoim stoją murem. Na podobieństwo swojego największego skarbu, trwają razem wspierając się wzajemnie w wzmaganiach z losem. Rosnąc w śród gór od swej mądrości wysokich, słuchają bicia ich potężnych serc, które jak nasze kruszeją smagane wiatrów losem.

DSCF1158

DSCF1182

Za zdjęcia i pomoc w oczyszczaniu nerwowej atmosfery dziękujemy Łukaszowi 🙂

*  na tri bukvy- poszedł na ch**

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s