Ja ci dam debilo!

20160605_103304.jpg

Sobota rano:

To co, że przygotowania (Chleb rośnie też nocą) trwają już dobre kilka godzin. Teraz pakowanie nabiera rozpędu i w pokoju jest już chyba więcej bagaży niż ludzi. Iva siodła konie, Msisiara pakuje rzeczy chłopaków, Chuliganka planuje rozłożenie bagaży, maluchy szaleją wśród rzeczy przywiezionych przez Marikę. W torbach chłopcy znajdują ciepłe swetry, skarpety i kalosze, które zdecydowanie przydadzą się na wyprawę. Pogoda od rana nas nie rozpieszcza i kiedy jesteśmy już wreszcie prawie gotowi do drogi, zaczyna padać na dobre. Torby, mieszki, plecaki, rzemienie trafiają na konie. Trochę to trwa, bo to nie takie chop siup, jak z pakowaniem bagażnika, więc w powietrzu oprócz deszczu czuć lekki zapach niecierpliwości. Wreszcie ruszamy, ale za mzave cxali Msisiara zauważa, że Otiko nie ma swojego plecaka z częścią jedzenia. 

– Iva skocz szybko na Oboli i weź ten plecak. My pójdziemy nela (powoli). – Otiko i Rostoma zostają schowani pod płaszczami przeciwdeszczowymi i ruszamy dalej. 

Iva wraca i chwilę idziemy spokojnie. Jednak przed rzeczką w drodze do Tevresho, na Coriy luzują się bagaże i okazuje się, że plecaka Rostomy z kurczakiem też brakuje. No pięknie, wychodzi na to, że wzięliśmy wszystko oprócz plecaków, które miały iść na chłopaków. Pakowanie trzeba będzie jeszcze poćwiczyć. Zaraz będzie krzyk ale…

– Iva, musisz jeszcze raz wrócić do domu… – jest krzyk, po gruzińsku. Zapewne o tym, że chyba zwariowałyśmy, bo on przed sekundą się wracał po plecak, i że w życiu już nigdzie nie idzie, i że musimy iść bez tego plecaka.  

– Tam są też cukierki… – Iva milknie, co znaczy, że już zmienił zdanie.

– Dobra, dogonię Was. 

 Leje jak z cebra. Iva dogania nas w Tevresho i pakuje się wraz z Oto i Rostomą na Obole. Chuliganka znajduje kamień do odbicia się, bo w błocie to zbyt ryzykowne biorąc pod uwagę temperament jej wierzchowca. Po chwili uśmiecha się siedząc już na Coryi i woła do zamykającej pochód Msisiary:

– Wskakuj na Jamalę! Ona pójdzie sama. – Msisiara widząc, że nie ma innego wyboru musi ekspresowo opanować kierowanie koniem. Na szczęście Jamala to najwspanialszy koń do nauki i bez problemu rusza za Obolą. Za to Chuliganka to jeden z najskrupulatniejszych nauczycieli i wykorzystuje każdy moment trasy do wpajania Msisiarze podstaw górskiej jazdy konnej. Wygląda to mniej więcej tak: kiedy tylko Jamala z kiełkującym jeźdźcem znajdą się w zasięgu jej wzroku i głosu pada grad gromkich komend: 

– Dociskaj kolana! Nie ciągnij tak za wodze! Jak trzymasz stopy w strzemionach? Kieruj nią! Nie wyprzedzaj! Co się tak wleczesz?  Ściągnij wodze! Poluzuj wodze! nie szarp nią tak! Kieruj nogami! Przyspiesz! Co tak pędzisz?! Odchylaj się do tyłu, pomóż jej! Przechyl się do przodu jak idziemy pod górę… No co tak siedzisz jak worek ziemniaków?!?

Jamala szkolona przez Chuligankę wyjściami w góry i kilogramami cukierków chodzi teraz jak złoto. Czy Msisiara nauczy się jak worek ziemniaków przestaje być workiem ziemniaków, to jeszcze wyjdzie w praniu.

Jedno jest pewne, dżygita z worka ziemniaków nawet Chuliganka nie wyrzeźbi !

Pogoda dalej nas nie rozpieszcza, pomiędzy nieustanną siąpawicą wali w nas oberwanie chmury. Na Oboli widać tylko 2 pary oczu: Rostomy z przodu w czarnym kapturze i Otiko na zadzie w zielonym kapturze, Iva schował się w płaszczu Rostomy i wcale go nie widać. Chuliganka, choć twardziel zaczyna się zastanawiać czy jest sens ich ciągnąć w ścianie deszczu:

Biczebi, ginda dalej na Sartsi ili wracamy saxshi? (Chłopacy chcecie iść dalej czy wracamy do domu) Didi zvima (Deszcz jest duży)…

Ara! Eta niczievo (Nie! To nic) – te słowa potwierdzają tylko, że nasze chłopaki nie wymiękają i możemy być naprawdę z nich dumne.

Idziemy dalej. Jijishori (czarna rzeka) jest wysoka, ale do przejścia, i dla tygodniowego źrebaka Nicory i dla najmniejszej Bebe i dla Msisary lądującej bez kalosza pod Jamalą.  

20160604_152749Na szczęście do Jirhali Kana jest już blisko, a tam w domku Niny będzie można się wysuszyć i trochę odpocząć. Osada liczy kilka małych, już prawie nieużywanych domków- nikt nie chodzi tak daleko wypasać bydła, bo bliżej są pola Tevresho. Domki i ogrody po cichu zaczął obrastać las wplatając połyskujące włosy traw w szczerbate płoty i dziurawe wiadra. Na zakręcie przy pierwszym domku przestaje padać. To jeden z tych momentów kiedy aura w tej okolicy rozdziawia nam paszcze ze zdziwienia. To jakby przejście z jednego pokoju do drugiego, za nami widoczna ściana deszczu nad nami palące słońce. Cieszymy się na hasanie po pas w chaszczach.

Kiedy tego najmniej oczekujesz, życie nagle daje Ci cukierki- po domku Niny, już dawno nie odwiedzanym, nie spodziewaliśmy się wiele. A tam: piecyk, drzewo, 2 łóżka na klepisku i linki do suszenia! Ten luksus zawrócił nam w głowach. Do tego jeszcze włączone nagle na full słońce… Wszyscy jak po zastrzyku glukozy zaczęli wyskakiwać z mokrych ciuchów, składać trubę (rura do pieca) rozpalać, przynosić wodę na herbatę. Po chwili znalazły się jeszcze garnki i sztućce, przez co Chuliganka już miała ułożony plan kulinarny na całą wyprawę. W domku zrobiło się cicho, bo chłopcy czmychnęli w las bawić się w Robin Hoodów, Robinsonów Cruzoe i gruzińskich Indian, wracając z naręczem świeżo zrobionych łuków i strzał. Chuliganka i Msisiara też poszły wytyczać swoje ścieżki w wysokich trawach i podziwiać widoki rozległych łąk Xopito, aż wszyscy spotkali się znów przy rzece. Zabawom i żartom nie było końca. Wtedy też miała miejsce słynna już akcja Titanic z Kasią i Otiko w rolach głównych: ona balansując na strzępach zwalonego mostu nad wzburzonym turkusem lodowcowej rzeki Zophituri, on widząc kolejną nadchodzącą katastrofę krzyczy z wysokiego kamienia:

– Kasia złaź, zaraz wlecisz! – no i wykrakał. Msisiara chlupnęła i wyskakuje udając, że niby nic się nie stało. Otiko woła zaś wzburzony w wersji gruzińsko-rosyjskiej:

– Kasia, ja ci dam debilo!!! No mówiłem, że zaraz wlecisz!!!

dsc_0580

Iva z złotym łańcuchem na szyi i wyostrzoną pałeczką pomyka między kamieniami odgrywając dla nas komediowe sceny. Oto zamienia się w Robin Hooda broniąc nas z dachu, Rostoma jak zawsze myszkuje przynosząc z niegdyś ogrodu szczypior, por i czosnek do zupy. Chuliganka znajduje zioła i szczaw goniąc za Coriya i Jamalą- stara się uchwycić na zdjęciu ich flirty. Msisiara zaczyna jeszcze mecz tenisa patykami i butelką. (I wierzcie nam, w życiu nigdy nie pomyśleli byśmy, że parę miesięcy później rozegramy mecz prawdziwymi rakietami!)

Wieczór w nowym miejscu oczywiście nie może się obyć bez dyskusji pt: “Kto, gdzie, z kim”… Śpi, oczywiście. Łóżka są dwa, więc opcja dziewczyny z lewej, chłopaki z prawej wydaje się zupełnie przyzwoita. Jednak chłopcy wyskakują (dosłownie) z pomysłem wniesienia do naszej malutkiej izby leżanki, którą spostrzegli wcześniej w komórce. Już nie ma co oponować, choć jedna noga się chybie, i materiał trochę nie trzyma się ramy…

– To tu położymy skórę barana z domku Gio i Gurami! Będzie miękko i ciepło 

– No to w sam raz dla Msisiary! Jej jest zawsze zimno 

Zanim przygotujemy się do zasypiania przy migającym płomieniu lampki naftowej, tradycji musi stać się zadość- Chuliganka nie przepuści okazji zaprzyjaźnienia się z nowym piecem. W trymiga rozbujała go do czerwoności. Chłopcy porozbierali się chyba do majtek, Msisiara szybko uciekła z wymoszczonej baranią skórą “podpiekanej” leżanki (na której, koniec końców nocowała Bebe), a Chuliganka z czystym sumieniem ogłasza, że pierwszy dzień ekskursji możemy uznać za zakończony. A kto buszuje nocą w domku Niny dowiecie się rano…

tennis.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s