Czyste początki

Pierwszy dzień w Ghebi. Nie licząc wczorajszego wieczoru. Kiedy po całym dniu lotu-czekania-jazdy-czekania-jazdy dotarłyśmy do wioski i chłopcy, choć jeszcze nieco niepewni i nieśmiali, przybiegli ze stadioni (boisko szkolne) jak dobrze było ich wreszcie zobaczyć! W domu czekała na nas sałatka, puri (chleb) i wyproszony przez Kasię adjab sandali (gotowane bakłażany z cebulą i pomidorami)*. Mhyyyyyyy pychota.

Dziś rozeznanie. Idziemy zobaczyć ile jest wody w jacuzzi, na kąpiel jest niestety jeszcze ciut ciut za zimno. Naszą kąpiel, bo Jamala-Kochanie będzie myta. Bierzemy Bebe, bo trzeba ja nauczyć chodzić z nami po górach i przyzwyczaić do koni. Kasia jest jeszcze trochę sztywna, dosyć czysta. Chuliganka też jeszcze wyjątkowo spokojna i nie chuligani. Nela nela… (powoli, powoli)

Powoli i spokojnie było tylko przez pierwszą godzinę, bo w drodze powrotnej okazało się, że licho nie śpi. Chuliganka nie będąc w stanie oprzeć się ślicznej i czystej Jamali, znajduje pierwszy lepszy kamień i zarzuca nogę na Jamale. Nogę niestety ma naciągniętą, a Jamala wcale nie jest zadowolona, że ktoś od razu sadza tyłek na jej wymytym grzbiecie więc zostawia Chuligankę parę metrów za kamieniem i czmych, w kanashi (ogród), gdzie pasą się krowy Victora*. Chuliganka za Jamalą, ja za Chuliganką, Bebe za mną. Bebe rozochocona sytuacją pędzi jak szalona, więc wysuwa się na prowadzenie. Jakby tego było mało, przyłącza się zainteresowany Bebe byczek.

– Oooo, Kasia masz adoratora! Patrz jak leci.

Chuliganka, cwaniara zostaje z tyłu i pęka ze śmiechu patrząc na mnie umykającą przed bykiem. Swoją drogą Bebe też ma pietra i gna jak szalona.

– O nieeeeeeeeee, co ja mam zrobić? Czemu on mnie goni? – Jeszcze w pierwszy dzień, kiedy wcale nie jestem na to przygotowana. Myślę, zastanawiając się czy powinnam puścić Bebe, czy nie.

– Hahahahah, Kasia nie biegnij, on goni Bebe. Albo leci na Twoją bluzę… – Cwaniara zwija się ze śmiechu, chwytając Jamalę.

– Rzuć kamieniem w razie czego

– Ale tu nie ma kamieni!!!

Jest za to koniec ogrodu i płot przez, który nie mam ochoty przeskakiwać bo Chuliganka będzie z tego zrywać boki przez całe lato. Ale jest krzak! To może będą jeszcze kamienie albo kij. Dobra, lepiej się zatrzymać, bo i tak nie ucieknę przed tym bydłem. Byk zatrzymał się oczywiście kiedy ja się zatrzymałam. I był nawet ładny. Lekcja pierwsza na temat byków zaliczona: nauczyć Bebe żeby je odganiała, w razie czego ubierać stonowane kolory i rzucać kamieniami. Z początku ta metoda kamieniem wydaje mi się niepoprawna, ale zapamiętam. Za to ktoś zapamięta akcję byk z lepszej perspektywy:

-Hahaha! Szkoda, że tego nie nakręciłam. Vai me deda!*  ale by się Marika uśmiała.

Z kogoś się trzeba śmiać. Coś czuję, że najbliższe dni będę przodować w domowym konkursie wpadek, czy mi się to podoba czy nie. Niech będzie. Śmiech to zdrowie 😀

* Vai me deda- O matko!

20160506_113935.jpg

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Czyste początki

  1. Pingback: „Crecker” tudzież „Cake” – CHEMI FAMILY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s